fbpx
Mniej znaczy więcej

7-GODZINNY TRYB PRACY

Czy można dać pracownikom więcej przestrzeni życiowej, a jednocześnie podnieść wydajność ich pracy? Okazuje się, że tak. W drodze do turkusu to jedna z najbardziej zaskakujących zmian, które wprowadziliśmy w naszej organizacji.

 

W końcu dogadywali się tak dobrze, że część przychodziła na 6.00, a część na 11.00. Więc reguły dostosowaliśmy do faktów i na taki układ też przystaliśmy.

I jakie były tego efekty? Ludzie bardziej zrozumieli poczucie obowiązku. Wzrósł poziom ich lojalności, a efektywność o dziwo też wzrosła. Okazało się, że skoro „mamy mało czasu”, to trzeba wykorzystać go na maksa.

 

moje doświadczenie

Dupogodziny inaczej

Cztery lata temu skróciliśmy czas pracy w piątki do godziny 15.00. Później ta zmiana objęła wszystkie dni tygodnia*. Przeszliśmy na 7-godzinny dzień pracy. Dodatkowo każdy z pracowników mógł zaczynać między 7.00 a 10.00 i po siedmiu godzinach kończyć. Warunek był jeden: każdy miał obowiązek uzgadniać to ze swoim zespołem. Ja jako szef zawsze na pytanie „czy mogę wyjść/przyjść itp.”, mówiłem stanowcze „nie”. Żeby nauczyli się brać odpowiedzialność za swoje zobowiązania wobec zespołu. By nie kryli się pod łatwym „szef pozwolił”. Żeby to była ich odpowiedzialność, nie moja.
Radosław Bartosik
Podnoszący ciśnienie

Sielanka nie istnieje

Czy wszystko szło gładko? Oczywiście, że nie. W trudnym dla firmy okresie zaproponowałem powrót do 8-godzinnego dnia pracy. I zaczęły się pytania o zapłatę za nadgodziny… Niestety tak jest. Ludzie bardzo łatwo przyzwyczajają się do dobrego. Każdy przywilej z czasem traktowany jest jak norma.

Żeby przywrócić poczucie realności wprowadziliśmy w firmie zasadę, że w każdym roku zespoły muszą wybrać sobie 8 tygodni, kiedy pracują jednak po 8 godzin. Najczęściej jest to sezon wypadkowy, czyli lato. Ale nie zawsze.

W ten sposób moi pracownicy wzięli na siebie bardzo dużo nowej odpowiedzialności: za organizację swojego własnego czasu pracy w skali dnia, tygodnia, ale także roku. Skutek? Mocne skoncentrowanie się na celach zespołu.

 *Może zastanawiasz się, co na to PIP? Cóż, PIP robi swoje, a ja swoje. Czyli ona nakłada kary, a ja je płacę. Myślę o tym, jako o podatku od wolności. Z tej perspektywy to całkiem niewysoki koszt. 

 

Facebook
YouTube
LinkedIn

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.